II nagroda Konkursu Warszawa Noir: 1983 - (Andrzej Konieczny)

Śledź Claroscuro na Facebooku

Zamów nasz Newsletter


1983

“Chyba umieram”-pomyślał, ale nie odczuwał przerażenia, raczej wszechogarniające zobojętnienie. Leżał w ciemnościach na lodowatym lastriko klatki schodowej ochockiego dziesięciopiętrowca. Zza drzwi któregoś z mieszkań dochodziły zawodzenia Modern Talking i wrzaski balangowiczów. “No tak, Sylwester, cała Warszawa imprezuje”-skonstatował. Dłonią znów pomacał gorącą ranę na plecach, zasyczał z bólu, nie udało mu się jednak i tym razem przekręcić na bok.. “Kosa w plery to jednak nie przelewki, głupio tak wykitować w kałuży krwi, i to swojej własnej niestety” - spróbował zdobyć się na ironię. Tak się kończą pijane gadki ze skinheadami. Najpierw, buch, sałatka śledziowa wciśnięta w ryj jednego z nich – a potem już tylko ciemność. Taka sama zresztą, jaka panuje w całej tej pieprzonej Warszawie” – myśli leniwie przesuwały mu się pod kopułą., Głowa zdawała się być wypełniona miekką watą, miał też poczucie kompletnego odrealnienia sytuacji, wszystko działo się jak w zwolnionym filmie, klik, klik, klik, klatka po klatce. “Klatka i ciemność-ciemność i klatka -“dodaj jeszcze syf i brud, a otrzymasz obraz cud” - zrymował mimowolnie–„pełny obraz naszej przepięknej stolicy”. Szczęściem wynurzał się z domu na ulice dopiero pod wieczór, przynajmniej brud nie był tak rażąco dostrzegalny w poświacie nielicznych neonów, ale i tak wciąż natykało się na zwały okopconego śniegu, poprzetykane gdzieniegdzie zmarzniętymi, psimi kupami; do tego cholerna zima zdawała się trzymać w tym mieście co najmniej 8 miesięcy w roku. “ „Dobrze przynajmniej, że nawet w tych Stanach Jaruzelskich, po zmierzchu, jak już tylko opustoszeją ulice, a wymęczeni pracą i staniem w kolejkach robole i różne biurwy pochowają się do swoich nor w klockach z betonu, wciąż jeszcze istnieje jakieś życie dla normalnych ludzi ”-pomyślał w duchu. “Chociaż dla odmiany wypełzają ZOMO-le i gromady innych popaprańców, w tym najgorszy ich rodzaj, ohydne poppersiaki z grzywkami na cukier”. Ból w dole pleców zelżał, za to głowa pękała i zaczął odczuwać narastające pragnienie. „No i jeszcze ta wszechobecna beznadzieja, no future, zero przyszłości”, kontynuował. Nie, żeby o niej myślał jakoś szczególnie często, generalnie to od dawna przyjął metodę, żeby myśleć jak najmniej. “Okazuje się, że proces ten sprawia ból nie tylko nieprzyzwyczajonym“–uśmiechnął się do swojej myśli. Konsekwentnie więc, starał się powstrzymywać rozwinięte przez edukacje skłonności do głębszych refleksji; i jak zwykle skuteczne w tym celu, okazywały się, choć na chwile tylko, rożne płyny i substancje, praktycznie nie było dnia, żeby nie „nawalił się browarem”, przyinhalował budaśka” lub przynajmniej „ujarał jakąś gównianą ganją”. “Ahaa, wlasnie, „ Azja” zdaje się miał skołować jakis grass, mieliśmy się spiknąc w “ Remoncie” albo na Starówce, “U Fukiera”? A może to miał być ”Marywill”? Myśli przelewały się w jego głowie na coraz bardziej zwolnionych obrotach -“gdyby nie takie miejscówki, dające namiastkę wolności, nie dało by się wcale przeżyć w Stolicy”-skrzywił się. “STO–LI–CY, kurwa, która nawet metra nie ma, tylko te pierdolone, brzęczące, czerwone tramwaje…wszystko wkoło szare, a tramwaje czerwone jak...” Krew powoli skapywała z nogawki formując powoli krzepnące na zimnych schodach jeziorko. Coraz bardziej nieprzeparcie chciało mu sie spać, gdy poczuł naraz absurdalnie wielką ochotę na papierosa. Wieczność minęła , zanim zdołał wygrzebać z kieszeni kurtki złamanego na pół “Stołecznego” (pech, kaska z coniedzielnej giełdy na ”SKRZE” nie sfinansowała tym razem ulubionych “Cameli” z PEWEXu w Alejach), ale i tak nie starczyło mu już sił aby go przypalić. “Niech to się wreszcie skończy- przez odrętwiały mózg przebiła się nagle ostatnia, przymglona myśl–“ nie ma przecież żadnego sensu walczyć, Boże, spraw żeby TAM czekał na mnie lepszy świat, nareszcie bez strachu, nieustannej niepewności i tej niekończącej się ucieczki przed samym sobą”...


...zgasił LCD, wstał z sofy i w zamyśleniu wspiął po schodach swojego domu, wspominając twarz sąsiada spod 3-ki, który, całe wieki temu, zdecydował się nieco wcześniej wrócić do mieszkania z noworocznej imprezy. Sprawdzał po kolei śpiące w pokojach dzieci i zanim położył się do łóżka, pocałował żone leciutko w policzek.

“Boga pewne nie ma” – pomyślał zasypiając spokojnie – “albo jeśli istnieje, to z pewnością nie spełnia życzeń, nawet tych ostatnich”.

Strona główna | Tytuły | Zapowiedzi | Autorzy | Kup książkę | O nas | Kontakt

© 2017 Claroscuro Sp. z o.o.